PB.pl Who is who Notowania Prenumerata
PB Weekend | Puls Biznesu

Pieniądze są wśród gwiazd

2011-12-16

Można nieźle zarobić, patrząc w niebo. Tylko jest mały problem: wcześniej trzeba solidnie nauczyć się matematyki – twierdzi Wojciech Suchomski, prekursor astrologii finansowej w Polsce

 

Jaka będzie przyszłość Polski?

Czekają nas przełomowe chwile. Wiosną 2013 r. poczujemy uderzenia kryzysu gospodarczego. Zachwiejemy się. Kulminacja kryzysu nastąpi wiosną 2014 r. Ale spokojnie. Pod ciosami kryzysu rząd będzie zmuszony do rewolucyjnych reform na miarę słynnych reform ministra Mieczysława Wilczka z 1988 r. Nastąpi gruntowna deregulacja gospodarki. Otrząśniemy się w 2015 r. i przez kolejne pięć lat czeka nas szybki rozwój.

A skąd Pan to wie?

Badam położenie planet względem siebie na nieboskłonie. Na tej podstawie formułuję prognozy gospodarcze. Na tym polega astrologia finansowa. Wyodrębniłem np. cykl gospodarczy Jowisza i Plutona. Kiedy te dwie planety są po przeciwnych stronach ekliptyki, w Polsce mamy kryzys gospodarczy. Tak było w grudniu 1975, kwietniu 1988, maju 2001 i będzie w marcu 2014. Podejrzewam jednak, że już rok wcześniej sytuacja budżetu na tyle się pogorszy, że będzie widać oznaki kryzysu.

Kto wymyślił astrologię finansową?

Ludzkość! W zbiorach British Museum znajduje się gliniana tabliczka, która powstała w sumeryjskim mieście Ur w 2900 r. p.n.e. Starożytni zapisali na niej pismem klinowym zmiany cen pszenicy w zależności od położenia Merkurego względem Słońca. W bliższych nam czasach finansista Christopher Kurz z Antwerpii zasłynął spekulacjami w 1543 r. na podstawie cyklu planet. Amerykański ekonomista Samuel Brenner sporządził dokładne prognozy koniunktury amerykańskiej w 1876 r. w oparciu o cykl Jowisza. To tylko kilka przykładów, bo w ubiegłym wieku było wielu ekonomistów, którzy badali np. poziom cen pszenicy powiązany z cyklem planet lub plam słonecznych. Astrologia finansowa na Zachodzie to poważna gałąź biznesu.

Czyli nie zajmują się tym hobbyści?

Holenderska astrolog Faye Cossar doradzała liniom KLM w sprawie daty połączenia z Air France w 2004 r. Od pięciu tysięcy lat astrologia opiera się na tym, że są bardziej lub mniej korzystne układy planetarne do rozpoczynania określonej działalności. Można to porównać do prognozy pogody. Bank Rezerwy Federalnej w Atlancie zlecił badania na temat tego, jaki jest wpływ promieniowania kosmicznego na giełdę. Okazało się, że kiedy na Ziemię dociera wiatr słoneczny, czyli kiedy powstają zorze polarne, wtedy na rynkach akcji są spadki. Inwestując w oparciu o tę strategię, można poprawić wyniki inwestycyjne o 2,5 proc. rocznie. Mało? Ale tych zórz polarnych jest kilka rocznie. Można nieźle zarobić.

A Pan jak pracuje?

Analizuję, co działo się w przeszłości, gdy dane planety znajdowały się w określonym układzie względem siebie, czyli mówiąc po astrologicznemu – aspekcie. Świetnie to widać na przykładzie amerykańskiego indeksu giełdowego Dow Jones. Powstał on w 1896 r. Dzięki temu można porównywać sytuację na giełdzie nowojorskiej w ciągu ponad 100 lat! I okazuje się, że np. cykl Saturna do Neptuna w 67 proc. pokrywa się ze zmianą indeksu giełdowego na Wall Street.

Czyli to statystyka, a nie wróżby.

Tak. Trzeba doskonale znać matematykę, bo astrologia polega na dokonywaniu setek tysięcy precyzyjnych obliczeń. Trzeba zatem umieć obliczyć cykl przemieszczania się wokół Słońca konkretnego ciała niebieskiego. Cykle przemieszczania się planet różnią się od siebie długością. Cykl Marsa trwa 2 lata, a Jowisza – 12 lat. Położenie Słońca, Marsa, Jowisza możemy wyliczyć na lata naprzód. Budując na ich podstawie model matematyczny, prognozuję nadchodzące zdarzenia.

Stawia Pan horoskopy?

Prowadzę płatny portal internetowy astrobiznes.pl. Za skromny abonament roczny w wysokości 499 złotych sprzedaję klientom moje prognozy gospodarcze, a także przewidywania kursu akcji na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Oczywiście horoskop można postawić każdemu człowiekowi. Aby go wyliczyć, należy znać dokładną datę, czas i miejsce narodzin. Nie chodzi tu o opowiadanie, co ludzi dokładnie czeka w życiu, ale o określenie ich cech psychofizycznych, predyspozycji do danej działalności. I tak obliczyłem, że premier Donald Tusk ma wyborne predyspozycje polityczne, to człowiek jak taran, zmiecie wszystko. Z kolei miliarder Ryszard Krauze ma wyśmienite warunki do robienia pieniędzy, tak jak Adam Góral, szef informatycznego koncernu Asseco Poland SA, który od Krauzego odkupił informatyczny Prokom. Z drugiej strony był taki inwestor Nick Leeson. Pracował w angielskim banku Barings, który istniał od 1762 r. Leeson przez swoje transakcje stracił w 1995 r. 1 mld funtów. ING Group przejął zbankrutowanego Baringsa za symbolicznego funta. Kiedy spojrzałem w horoskop Leesona, zauważyłem u niego bardzo dużą skłonność do ryzyka. Staram się w tej rozmowie unikać żargonu astrologicznego, ale czasem się nie da – w horoskopie Leesona skłonność do ryzyka symbolizuje koniunkcja Księżyca i Uranu. Jest jeszcze inny inwestor, który ma bardzo podobny horoskop. Nazywa się John Meriwether. Położył na razie trzy wielkie fundusze inwestycyjne.

A losy świata też Pan umie obliczyć?

Można przewidzieć wojny i niepokoje społeczne. W 1945 r. francuski astrolog Claude Ganeau zauważył, że indeks cykliczny, czyli zsumowana odległość między planetami, spada w czasach największego zamętu, wojny. Tak było podczas I i II wojny światowej. Inni badacze rozwinęli metodologię i zobrazowali te wyliczenia na wykresie. Na jego podstawie możemy stwierdzić, że sytuacja planetarna podobna do czasów wielkich wojen zdarzy się około 2014 r. i potrwa do 2019 r.

Czeka nas III wojna światowa?

Do wojen, niepokojów społecznych dochodzi na terytoriach, z których w tym czasie widać na niebie zaćmienia słońca. I wojna światowa wybuchła na kilka tygodni przed całkowitym zaćmieniem Słońca, którego pas przechodził przez Europę Wschodnią. Proszę zgadnąć, przez którą część świata zaćmienia przechodziły najczęściej w ciągu ostatnich 300 lat?

Tereny I Rzeczypospolitej Polskiej?

Bingo! Ale proszę się uspokoić, dzisiaj niebo nad Polską jest czyste. Pasy zaćmień słonecznych będą przesuwać się nad Afryką i Azją. To tam będzie groźnie. Niebezpiecznie może być w południowych Chinach i Azji Południowo-Wschodniej czy w Afryce Równikowej. Tam należy oczekiwać konfliktów zbrojnych.

Jak się Pan nauczył astrologii?

Wspólnie z siostrą uczyliśmy się jej 20 lat temu, dyskutując i wymieniając spostrzeżenia. Astrologią finansową na poważnie param się od 6 lat. Zacząłem w Anglii, gdzie zajmowałem się pozyskiwaniem nowych klientów w banku, w którym pracowałem.

Był Pan solidnym urzędnikiem w meloniku i z parasolem?

Od młodości marzyłem, by pracować w londyńskim City. W latach 90. oglądałem w polskiej telewizji brytyjski serial o świecie finansistów „Capital City”. Kiedy skończyłem finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim, dostałem niezłą posadę w Polsce, w banku. Ale to nie było to! W 2003 r. spakowałem manatki i wylądowałem w Londynie, zaczepiłem się tam w biurze tłumaczy i zacząłem rozsyłać CV. Zaakceptował mnie szacowny bank Lloyds TSB (rok założenia 1765).

I tam Pan rozwijał rynki finansowe, śledząc położenie planet? To ja się nie dziwię, że mamy kryzys!

Ależ wręcz przeciwnie. Grzecznie siedziałem przy biurku i śledziłem trendy w komputerze. Kiedyś, w 2005 r., w czasie lunchu przeglądałem internetowe strony astrologiczne i wpadł mi w oko adres Międzynarodowego Stowarzyszenia Astrologów Biznesowych (ISBA) z siedzibą w Kopenhadze. Właśnie organizowali kongres w Amsterdamie. Napisałem do nich i mnie zaprosili. Kongres był kameralny: około 30 osób, ale do Holandii przybyli wszyscy najwięksi astrolodzy finansowi świata. Byli to ludzie, którzy na tej profesji zęby zjedli i dorobili się dużych pieniędzy. Zdziwiłby się Pan, kto korzysta z ich prognoz!

No kto?

Szejkowie arabscy zarządzający funduszami państwowymi emiratów, biznesmeni z Indii, z Dalekiego Wschodu, USA i trochę z Europy. Nazwisk Panu nie podam, ponieważ astrolodzy dbają o dyskrecję swoich klientów.

No to ja gnam do banku i wyciągam oszczędności, zaczynam się bać o losy świata. Gdyby świat słuchał astrologów biznesu, kryzysu by nie było! Podczas kongresu w Amsterdamie astrolodzy pogrzebali ten etap kapitalizmu, stwierdzili, że totalny krach rozpocznie się w latach 2008–10. Twierdzili, że z ich obliczeń wynika, iż gnamy w przepaść. Zalecali przede wszystkim inwestowanie w złoto. Wtedy uncja kosztowała 400 dolarów, a teraz stuknęło 1900 dolarów. Proszę zauważyć, że biznesmeni znad Zatoki Perskiej i z Indii zaczęli wtedy kupować na gwałt złoto!

Pan też?

Wiosną 2008 r. powtarzałem kolegom z banku, że zbliża się katastrofa. Patrzyli na mnie w dość osobliwy sposób. W City trwał bal na „Titanicu”, wielcy finansiści zmieniali porsche na astony martiny, a żonom kupowali w prezencie luksusowe posiadłości ziemskie w hrabstwie Surrey – tam mieszka brytyjski wielki świat. Oczywiście nie mówiłem w banku, że moje prognozy wynikają z obliczeń układu planet, boby się popukali w głowę. W sierpniu 2008 r. wypłaciłem z banku wszystkie oszczędności i ulokowałem je w sztabkach złota. I dobrze na tym wyszedłem.

Siedział Pan na sztabkach i zacierał ręce?

Przede wszystkim wziąłem się do pracy. Zacząłem pisać blog na temat astrologii finansowej. Szybko dostałem propozycję od cenionego polskiego portalu finansowego stooq.pl – pisałem tam przez rok codzienne prognozy giełdowe. Odzew przeszedł moje oczekiwania. Mój blog odwiedzało parę tysięcy osób dziennie. Nie nadążałem z odpisywaniem na pytania inwestorów giełdowych. Założyłem więc własny portal astrobiznes.pl, w którym przedstawiam prognozy giełdowe. Opisuję sytuację ogólną na giełdzie, a także sytuację wybranych przeze mnie spółek.

W jaki sposób przewidział Pan światowe załamanie giełdowe jesienią 2008 r.?

4 września 2008 r. ostrzegałem czytelników mojego blogu, że wkrótce Ziemia, Merkury, Wenus i Mars ustawią się w jednej linii. To dość rzadki układ planet i oznacza wielkie spadki na giełdzie. Zaraz potem – 15 września – upadł Lehman Brothers, a giełdy spadły o 40 proc. A proszę popatrzeć, w maju tego roku Merkury, Wenus, Mars i Ziemia znów ustawiły się w jednej linii i znów rozpoczęły się spadki na giełdzie. Jednak nie jestem alfą i omegą. Nie znam się na wszystkim. Na podstawie cykli położenia planet potrafię wyliczyć trend giełdowy dla indeksu i dla danej spółki: czy wykres będzie szedł do góry, czy pikował. Natomiast poziom cen akcji wyliczam na podstawie analizy technicznej. Być może jest jakaś metoda astrologiczna, żeby to wyliczyć, ale ja jej jeszcze nie znam. Zajmuję się astrologią od 20 lat, a astrologią finansową od 6. Co tydzień odkrywam coś nowego.

Pana prognozy zawsze się sprawdzają?

Nigdy żadne prognozy nie sprawdzają się w pełni. Czasami się mylę. Bardzo jestem dumny z ostatniej prognozy jesiennej. Jeśli ktoś grał pod moje wskazówki, to na kontraktach na WIG 20 pomnożył depozyt czterokrotnie. W sierpniu prognozowałem, że po korekcie cena złota osiągnie na początku października 1550 dolarów za uncję, co będzie dobrą okazją inwestycyjną. Mimo że od tamtej pory cena w dolarach wzrosła „tylko” o 13 proc., polscy inwestorzy zyskali więcej z powodu osłabienia złotego. Nadal dokupuję złoto ze względu na nadchodzące trudne czasy. W bliższym terminie spodziewam się krótkotrwałego wzrostu cen akcji, w przypadku WIG 20 do 2400 punktów, a potem spadków w styczniu poniżej 2300 punktów. Najlepiej wychodzą mi prognozy krótkoterminowe, maksymalnie kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne. Informuję klientów mojego portalu, co będzie się działo dzień po dniu.

Jak technicznie wygląda Pana prognozowanie?

Np. patrzyłem, co się działo na giełdzie w dniach, kiedy Merkury i Saturn znalazły się w stosunku do obserwatora ziemskiego w jednej linii. Analizowałem wszystkie takie udokumentowane dni w przeszłości. I wyszło, że na 142 przypadki aż w 96 notowany był na giełdzie wzrost. Na tej podstawie mogę założyć, że jest 67 proc. prawdopodobieństwa, że w takim dniu będą wzrosty. Nigdy nie piszę: kupuj taką spółkę, a sprzedawaj inną, bo nie jestem doradcą inwestycyjnym. Piszę: ja kupuję, ja sprzedaję. Bo sam też inwestuję na giełdzie. Ryzykuję własne pieniądze, chcę w ten sposób być uczciwy w stosunku do klientów mojego portalu. Opieram się oczywiście na swoich prognozach.

Kogo Pan ceni spośród innych astrologów?

Obecnie najlepszym astrologiem finansowym jest Amerykanin Bill Meridian. To najbardziej wnikliwy badacz, właśnie wśród jego klientów są arabscy szejkowie, japońscy i amerykańscy inwestorzy. W latach 70. ubiegłego wieku był analitykiem w banku inwestycyjnym Paine Webber. W analizach posiłkował się astrologią. Jeden z jego szefów był przekonany, że Meridian ma płatnych informatorów w spółkach, które analizuje, bo nie znał innego analityka z tak wysokim poziomem trafności prognoz. Inna astrolożka Harriet Higgins przewidziała dramatyczny wzrost cen złota w latach 70. Zrobiło to wielkie wrażenie na giełdowych specjalistach, którzy po jej wykładzie sami zaczęli analizować układy planet.

A co jest przyczyną tego, że planety oddziałują w taki, a nie inny sposób?

Nie wiem i nawet nie jestem pewny, czy chodzi tu o fizyczne oddziaływanie. Pozycja planet to dla mnie swego rodzaju zegar – wybija godzinę i ja automatycznie działam według jego wskazań. Kiedy Mars, Saturn, Pluton ustawiają się w danych pozycjach, to wiem, że należy sprzedawać akcje. Nie zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Wiem, że tak będzie w lipcu przyszłego roku i ja wtedy będę sprzedawał akcje.

Sporządził Pan długoterminowy horoskop dla Polski?

Dociągnąłem na razie do 2030 r. Po deregulacji gospodarki w latach 2013–15 czeka nas szybki rozwój. Budżet uda się nam zrównoważyć w latach 2015–17. Jednak na krótko! Zaraz potem dług publiczny znowu zacznie mocno narastać. Solidnej nadwyżki budżetowej doczekamy się dopiero w 2029 r. Wskazuje na to położenie planety Wenus – odpowiada za budżet. Niewykluczone, że uzyskanie nadwyżki związane będzie z wydobyciem i sprzedażą gazu łupkowego. Według ekspertów PKN Orlen będziemy wtedy w Polsce wydobywać rocznie 100 mld metrów sześciennych gazu. Jednocześnie z obliczeń wynika, że przejdziemy w nadchodzących latach przez dynamiczny okres przemian mentalnych społeczeństwa. Przywiązanie Polaków do Kościoła katolickiego ulegnie gwałtownemu osłabieniu, Polacy zaczną odchodzić od tradycyjnych wartości odziedziczonych po przodkach: rodzinnych, historycznych, społecznych. Gruntownie przewartościujemy poglądy na życie w szerokim aspekcie tego pojęcia.

A w co inwestować?

Z giełdą proszę ostrożnie. Zalecam trzymanie się funta brytyjskiego, dolara, korony norweskiej. Uciekałbym od euro. Połowę kapitału trzymam w złocie. Planety wskazują, że złoto jeszcze przez wiele lat będzie w dobrej cenie.

Mirosław Banasiak

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem

Czytaj także

Lotos: śnieżny strzał w dziesiątkę Piłka nożna, siatkówka, koszykówka, rajdy – wszędzie widać logo paliwowego koncernu. Ale to sponsoring narciarzy jest największym sukcesem Lotosu.

Wielka aukcja banków Wszyscy zgodnie powtarzają: polski sektor bankowy jest stabilny. Tymczasem kryzys w strefie euro wywołał w nim rewolucję. Zagraniczni właściciele jeden za drugim wystawiają na sprzedaż kolejne banki.

Pieniądze są wśród gwiazd Można nieźle zarobić, patrząc w niebo. Tylko jest mały problem: wcześniej trzeba solidnie nauczyć się matematyki – twierdzi Wojciech Suchomski, prekursor astrologii finansowej w Polsce

Miliarderzy rozdają majątek Jedni chcą uchronić ludzkość przed ubóstwem, inni - ocalić Ziemię przed zniszczeniem. Jeszcze inni chcą dobrowolnie się opodatkować, by ratować swoje kraje przed kryzysem. Są też tacy, którzy wydają setki milionów dolarów, aby… pozbyć się szkodliwych polityków

Światowa żądza złotego pieniądza Kryzys finansowy to żyła złota dla dostawców… złota. Im gorzej w światowej gospodarce, tym większy na nie popyt. Tak powstaje kolejna spekulacyjna bańka

Gracze na foreksie Tu każdy może obrócić milionem dolarów. Tu wszystko jest możliwe. Witajcie w magicznym świecie foreksu

Pogoda dla eurofałszerzy Liczba fałszywych banknotów euro gwałtownie wzrosła po wybuchu kryzysu finansowego – wynika z analiz Europejskiego Banku Centralnego

Mistrzostwa fałszerzy Eksperci ostrzegają: W czasie Mistrzostw Europy w piłkę nożną, w Polsce możliwy jest wysyp fałszywek

Szejkanat nad Wisłą Gaz łupkowy odmieni Polskę. Będzie bogata i niezależna. Dla jednych to mit niepoprawnych marzycieli, dla innych – biznesowa szansa

Zarobki: Za porady eksperci żądają krocie Ile zarabiają najlepsi eksperci z wybranych dziedzin? Jak podaje portal wynagrodzenia.pl, rekordowej godzinowej stawki – 6 tys. dolarów – żąda mistrz pokera Patrik Antonious za konsultacje dotyczące doskonalenia się w tej grze.

więcej

Aktualny numer

PB Weekend